winey.pl

Winnica Dwórzno – Piknik Jazzowy

Czyli o tym, jak należy robić marketing na miarę potrzeb, a przede wszystkim na miarę możliwości. Czytający tego bloga, jeszcze w koalnej odsłonie, wiedzą, jak bardzo krytyczny jestem wobec młodego pokolenia, nazywając je niekiedy pokoleniem kciuka. Przyznaję, że wynika to również z mojej niewiedzy na temat współczesnych młodych i z podskórnej obrony starca przed marginalizacją. Uczestnicząc w imprezie zorganizowanej przez Winnicę Dwórzno muszę opinie na temat młodego pokolenia trochę skorygować, jako że podczas tam pobytu to właśnie młodzi zrobili na mnie jak najpozytywniejsze wrażenie.

Pierwsze wrażenie to oszczędność słowa. Zanurzony po szyję w rozchełstanej retoryce dzisiaj, gdzie każdy chlapie ozorem na prawo i lewo, znalazłem się w Dwórznie w otoczeniu, w którym każde wypowiedziane słowo ma odpowiednią wagę. Oprowadzając gości i degustując z nimi wino właściciele — bracia Gowinowie Wiktor i Oskar (organizatorzy imprezy) słowem szermowali tylko w sytuacjach faktycznie niezbędnych i opisywali znaną sobie rzeczywistość dokładnie oraz odpowiednio, bez niedomówień ani upiększeń. Tak, jak to być powinno. Właśnie dzięki słowom szytym na miarę impreza ta może być przykładem realnie skutecznego marketingu, co wcale współcześnie w kraju kwitnącym nad Wisłą nie jest zbyt oczywiste.

Uprawa winorośli i produkcja wina w Polsce opisywana w wielu miejscach (na przykład tutaj, tutaj albo tutaj) jest ciągle niszowa, chociaż coraz  bardziej popularna. Wyprodukowane w Polsce wina są (i pozostaną, bo taki mamy klimat) niewielką częścią całego tutejszego, winnego rynku. Rodzina Gowinów zdaje sobie z tego sprawę i wysiłki swoje oraz zamiary dopasowuje do rzeczywistości nie bujając w obłokach marzeń o podbojach. Nade wszystko właściciele winnicy w Dwórznie są świadomi celów, doskonale identyfikując grupę potencjalnych klientów. Wiedząc, że wino w Polsce nigdy nie zajmie miejsca pod strzechą, jako że i wójt i pleban siwuchę wolą, bo taka już nasza dola, Gowinowie kierują się do lepiej niż średnio zamożnych mieszkańców dużych miast, którym zaimponowała kultura śródziemnomorska i szczerze wyjaśniają w trakcie organizowanych imprez, jakie to specyficzne cechy win w Polsce mogą być ciekawe i smakiem rozpoznawalne. Stąd piknik jazzowy, impreza wybitnie hipsterska, z nostalgicznym nieco i melancholijnym tłem bossa novy w wykonaniu, bardzo dobrym, polskiej grupy Bossa Norkah. W takich warunkach żadnemu hipsterowi cierpki polski regent nie straszny, a i o winie ogólnie i uprawie winorośli wiele dowiedzieć się można.

Dziękując organizatorom za zaproszenie podkreślam, że taka formuła bardzo mi pasuje i że najlepsze rezultaty osiąga się na długich dystansach małymi krokami. Dotyczy to nie tylko uprawy winorośli. W końcu polscy plantatorzy są trochę jak kapryśna winorośl, a Państwo nasze stresuje ich zupełnie tak samo, jak oni stresują rośliny stwarzając im jak najtrudniejsze warunki. Kto przeżyje, wart jest przeżycia.

Exit mobile version