winey.pl

Polecieć Simlatem

Aż kusi, aby takim Simlatem polecieć i dać ostro światu, niech wie, niech czuje, niech wreszcie zacznie… A sprawa wcale nie jest prosta, wieloznaczność wyboru orientacji łączy się bowiem z wieloznacznością wyboru tradycji, czy jaśniej mówiąc odziedziczonych genów, a co za tym idzie, narazić się można duszy suwerennej.

No, ale idą czasy wyuzdanej swobody, wszystko wolno, kusi więc iść w tę stronę, bo może oglączytalność wzrośnie.

Coś ostatnio jeden z zagorzałych czytaczy zdeguściał i nie chce zostawiać komentarzy, ani nawet własnych produktów reklamować, jako że, jak stwierdził, i tak nikt tego nie czyta. No właśnie. W tej specyficznej uprawie faktycznie jest tak, że czytują tylko ci, co się na tym chociaż trochę znają, czyli ludzie z branży, a jest ich na całą Rzeczpospolitą raptem ze 200 sztuk.

Bloblagierowanie jest sztuką związaną z towarzystwem wzajemnej adoracji i nic na to nie poradzimy.

Wino nie jest narodowym sportem tutejszego suwerena. Tak postanowił niegdyś klimat i zawiłe ścieżki historii. Nie można zatem twierdzić, że wino w umyśle Polaka związało się z naszym terroir, bo dotyczy to raczej ziemniaka i z niego gorzały, czy też chmielu, chociaż ten też ostatnio powędrował na przemysłowo-chemiczne bezdroża.

Ludzie prowinni nie mogą być z tego suwerena, są rakiem, wynaturzeniem, powiedzmy to głośno, elytą, trudno więc mieć do nich pretensje, że nie idą w miliony.

Tutejsi nie piją po to, aby w wyrafinowany sposób garbować podniebienia i przenosić się na poziomy wysokiej kultury. Jak już muszą, to dają w rurę tak, aby w dziesięć sekund osiągnąć zapomnienie. Ich życie, ostatnio przyprószone wirusem i natrętnie gwałcone przez polityków, wymaga mocnych wrażeń, takich zaś nie dostaną sącząc od niechcenia. Picie wina jest dla nich kolejnym inteligenckim zboczeniem, wymyślonym po to, aby niewinność do reszty obedrzeć z polskości.

Nie wiedzą, co mówią ci, którzy chcieliby, by wino, już nie twierdzę, że prawdziwe, ale byle jakie, przemysłowe, takie z proszku i za małe pieniądze; otóż, aby stało się ono masowością samą po to tylko, by nasze blogi odwiedzały miliony.

Miliony nas czytać nie będą i nikt na tym majątku nie zbije, wino długo jeszcze będzie w szarym kraju nad Wisłą obcym drażnieniem prostego człowieka i nawet sam Prezes nic na to nie pomoże. Jak może pomóc, jeśli z własną orientacją i tradycją ma kłopot?

Exit mobile version